Prymat papieski – od początków do współczesności – Część II

prymat-papieski

Wydanie Rzymsko-katolickie z cenzurą kościelną

NIHIL-OBSTAT

WYPISY

 

 

 

 

 

 

 

Część II – rozwój idei prymatu od V-go do X-go wieku

<<Patriarchaty w coraz większym stopniu stawały się najważniejszymi jednostkami administracyjnymi Kościoła i to zarówno w odniesieniu do soborów ekumenicznych, jak i wszelkich problemów wymagających rozwiązań na najwyższym szczeblu. Określenie „patriarchaty” powstało w V wieku, a już w VI stuleciu staje się powszechnie używaną formą. U jego źródeł leży triada głównych Kościołów Rzymu, Aleksandrii i Antiochii. (…str.73)

Dla [papieża] Leona również druga i trzecia stolica były ustalone już na wieczne czasy (…) Jest to teoria o „trzech stolicach Piotrowych”, według której, poza Rzymem, również Aleksandria i Antiochia winny odgrywać wyjątkową rolę w Kościele, ponieważ w szczególny sposób łączą się one z Piotrem: Piotr przecież (wg Ga 2,11) działał w Antiochii; natomiast Aleksandria włączona jest w Piotrową tradycję poprzez Marka, ucznia Piotra, który miał działać w Aleksandrii (…str.78)

Bezsporną klamrą organizacyjną Kościoła cesarskiego jest cesarstwo. Uwidacznia się to już w soborach, które zwoływane były przez cesarza i najczęściej również przez niego lub jego przedstawicieli prowadzone. Na ogół też kierunek obrad soborowych faktycznie określał cesarz. Papiestwo w zasadzie godziło się na tego rodzaju organizacyjne kierownictwo cesarza nad soborami. (…str.78)

Stosunek Rzymu do patriarchatów w szczególny sposób uwidocznił się w stanowisku wobec dwudziestego ósmego Soboru Chalcedońskiego. [chodzi o nadanie kościołowi Konstantynopola przywileje równe Rzymowi]. W sposób jaskrawy pokazało się wówczas, że w sferze problemów kościelno-organizacyjnych Rzym nie mógł przeforsować swego stanowiska na Wschodzie (…str.81)

Od VI wieku ukształtowała się pentarchia (pięć patriarchatów, których ranga była następująca: Rzym, Konstantynopol, Aleksandria, Antiochia, Jerozolima (…str.81) Pomiędzy biskupem rzymskim a innymi patriarchami panuje raczej stosunek równości niż podporządkowania. Przy odbudowywaniu pokoju Kościelnego po okresie podziałów chodzi na ogól o communio ze wszystkimi pięcioma patriarchatami, a nie tylko z Rzymem. (…s83)

Nie da się zaprzeczyć istnienia pewnego, wciąż powracającego napicia pomiędzy rzymską koncepcją tej relacji a ujęciem dużej części wschodnich ojców soborowych. Podobnie jak uczynił to Leon w Chalcedonie, tak również na Soborze Konstantynopolitańskim III (680/681) i Nicejskim II (787) papieże swymi dogmatycznymi listami doktrynalnymi wskazywali soborowi drogę. Nie oczekiwali jednak bezdyskusyjnego przyjęcia tego rozstrzygnięcia przez sobór i całkowicie przyznawali mu jego własny autorytet. W żadnym razie autorytet soborowy nie był dla nich tylko tubą autorytetu papieskiego, lecz posiadał własny ciężar gatunkowy, przede wszystkim jako manifestacja horyzontalnego konsensusu całego Kościoła. (…str.83)

Pomiędzy 451 a 900 rokiem dochodzi do pięciu większych konfliktów, które powodują, iż jedność kościelna zostaje najpierw zburzona, a następnie odbudowywana. (…str.86) Spór o „Trzy Rozdziały” doprowadził do bezprzykładnego upadku autorytetu papieskiego, nie tylko na Wschodzie, ale jeszcze bardziej na Zachodzie. (…str.87) Najmniej konfliktowy papież Wigiliusz (537-555), początkowo (…) potępił „Trzy Rozdziały”. Wobec ogólnego oburzenia na Zachodzie, który uskarżył go o zdradę Chalcedonu, zmienił przekonanie, wycofując swe potopienie (Constitutun z 553 roku). Cesarz ze swej strony zwołał do Konstantynopola sobór (Sobór Konstantynopolitański II 553), który (…) nie tylko potępił je, ale nawet ekskomunikował papieża. Jest to jedyny w swym rodzaju przypadek soboru ekumenicznego, który wyraźnie opowiedział się przeciw papierowi, a mimo to (…) jego postanowienia powszechnie zostały przyjęte i uznane za ważne, nawet przez stronę papieską. Sobór przeszedł ponad sprzeciwem papieża, powołując się; na Mt 18,20 (,,bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje..,”); nikt więc w pojedynkę nie może targnąć się na decyzje Kościoła powszechnego. (…str.88)

Spowodowało to schizmę na Zachodzie, który zarzucił papieżowi zdradą Chalcedonu. Jeden z północnoafrykańskich synodów ekskomunikował papieża; również kościelne prowincje, Mediolan i Akwileja, wyrzekły się wspólnoty kościelnej z Rzymem (Mediolan dopiero po pięćdziesięciu latach powrócił do jedności z Rzymem, Akwileja zaś dopiero po stu pięćdziesięciu latach, a więc około 700 roku). Sprzeciw podnieśli również biskupi galijscy. (…str.88)

Autorytet papiestwa na Zachodzie doznał dotkliwego ciosu także pod względem dogmatycznym. Jeszcze pól wieku później pobrzmiewa ów wstrząs w liście [Kolumbana] do papieża Bonifacego IV, (…) „jest rzeczą zasmucającą gdy Stolica Apostolska nie zachowuje Wiary katolickiej”. (…) ,,słusznie poddani stawią opór i wypowiedzą Kościelną wspólnotę z Wami, zanim pamięć o tym nie przeminie. Jeśli te sprawy są aż nadto prawdziwe, a nie wymyślone, to normalne położenie Kościoła jest odwrotne. Wasi synowie staną się głową, natomiast Wy – z bólem trzeba to powiedzieć staniecie się ogonem Kościoła; dlatego Waszymi sędziami będą ci, którzy zawsze zachowywali wiarę katolicką, niezależnie od tego, kim są, nawet jeśli są to najmłodsi; przecież to oni są ortodoksyjnymi i prawdziwymi katolikami, ponieważ oni ani nie przyjęli, ani nie bronili heretyków lub podejrzanych o herezję, ale trwali w gorliwości prawdziwej wiary”‘ (…str.89)

Następny spór wypełnił VII wiek, a stał on pod znakiem „monoteletyzmu” [o jednej woli w Chrystusie] (…) W 634 roku papież Honoriusz I (625-638) w swym liście do patriarchy Konstantynopola, Sergiusza, przystał na tę formułę, ponieważ uważał, iż jest ona niepozbawiona sensu. Dlatego też pół wieku później Sobór Konstantynopolitański III (680/681) potępił go jako heretyka. Ten „upadek Honoriusza” został zapomniany w średniowieczu (które wierzyło w możliwość zaistnienia „heretyckiego papieża”, ale na potwierdzenie tego przytaczało inne rzekome przykłady). Ponownie odkryty w czasach nowożytnych, przypadek ten stał się na Soborze Watykańskim I (1869/1870) jednym z głównych argumentów historycznych przeciw nieomylności papieskiej. (…str.90) Jest jednak bezsporne, i należy się tego trzymać, wbrew wszelkim próbom pomniejszania wagi problemu, że sobór i kolejni papieże potępili Honoriusza jednoznacznie jako heretyka, a więc opierali się na przekonaniu, ze papież może popaść w herezję. (…str.90)

Fakt, że autorytet papieski miał swe ściśle określone granice, uwidocznił się całe dziesięciolecie później na tzw.”Trullanum” (692) [na soborze Trulańskim], synodzie w Konstantynopolu, który bez udziału przedstawicieli papieskich podjął ważne kościelnoprawne postanowienia dotyczące Kościoła wschodniego (…s91)

Czy Wschód [kiedy to kościoły wschodu i zachodu pozostawały jeszcze w jedności] kiedykolwiek uznał prymat Rzymu? (…str.97)

Niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie: czy Kościół wschodni jako całość uznał kiedykolwiek coś więcej niż tylko „prymat honorowy” według którego biskupowi rzymskiemu przypada pozycja „primus inter pares” [pierwszemu pośród równych], ale nic więcej? Metodycznie bardzo zależy od właściwego określenia owego „coś więcej”. Jeśli rozumie się pod tym „prymat jurysdykcji” (…) to odpowiedź musi być negatywna. (…str.97)

Rzym często jest tylko pierwszą siedzibą pośród patriarchatów, ale jego pierwszeństwo nie wydaje się jakościowo innego rodzaju niż pierwszeństwo pozostałych patriarchatów. W późniejszej teorii na temat pentarchii najczęściej chodzi o harmonię wszystkich piciu patriarchatów, a nie tylko o jedność z Rzymem. Rzym jest wyjątkowo ważny dla „comunio„, ale sam nie rozstrzyga o wszystkim. (…str.98)

[Rozwój idei prymatu od V-go do X-go wieku na Zachodzie]

Wędrówka ludów w V wieku (…) oznaczała przede wszystkim osłabienie kościelnej pozycji Rzymu na Zachodzie. Jeśli chodzi o okres pomiędzy latami 500 do 700, to ogólnie można powiedzieć, ze tendencja do silniejszej więzi Kościołów Zachodu z Rzymem, która swój punkt szczytowy osiągnęła za papieża Leona Wielkiego (460-461), nie jest kontynuowana. Początkowo rozwój tej tendencji zmierza dokładnie w przeciwnym kierunku, a mianowicie ku mniej lub bardziej samodzielnym Kościołom regionalnym, które wprawdzie uznają Rzym za centrum „communio” i prawdziwej wiary, jednak wewnętrzne sprawy regulują samodzielnie, nie kierując do Rzymu zbyt wielu pytań. (…str.103)

W VI i VII wieku można mówić o sześciu samodzielnych jednostkach kościelnych na Zachodzie.(…) Te narodowe synody ogłaszały nawet definicje dogmatyczne, nie pytając o zgodę papieża ani też nie prosząc później o potwierdzenie; akta przekazywane były do Rzymu na zasadzie starożytnej wymiany wiadomości w obrębie „communio”. O prośbach o potwierdzenie w ogóle się nie mówi. Wschodnie „ekumeniczne” sobory cesarskie albo przyjmowane są w sposób autonomiczny (jak Sobór Konstantynopolitański III na czternastym synodzie w Toledo w 684 roku), albo w ogóle nie są przyjmowane (jak Sobór Konstantynopolitański II). [w sensie potrzeby zatwierdzania]. Kościół wizygocki skutecznie bronił się przed rzymskimi próbami poprawiania swoich decyzji synodalnych. Kontakt z Rzymem stał się tak luźny, jak trudno sobie nawet wyobrazić. Najniższy poziom osiągnął on w VII wieku, który stał się prawdziwą przepaścią oddzielającą antyk od średniowiecza. (…str.102)

Prowincje kościelne Mediolanu i Akwileji są w miarę autonomiczne, a wskutek sporu o „Trzy Rozdziały” okresowo pozostają też w schizmie z Rzymem (…str.103).  Warto jednakie wiedzieć, że o papieskim kierowaniu Kościołem mówimy tylko w odniesieniu do rzymskiej prowincji kościelnej, a więc do starożytnej „Italia suburbicaria” wraz z wyspami (…str.103)

W zredagowanym około 790 roku na zlecenie Karola Wielkiego teologicznym pamiętniku Libri Carolini pobrzmiewa duma Franków z tego, że poprzez przyjęcie liturgii rzymskiej od pół wieku są szczególnie związani z Rzymem, (…) Zawarte jest tu zupełnie nowe myślenie religijne a tym samym nowy sposób więzi z Rzymem. Jest to – na tle germańsko-archaicznego myślenia – wyobrażenie, że Kościół i tradycja rzymska gwarantują ,,właściwe”, kultyczno-rytualne działania, które prawdziwie łączą z boska mocą. Ta szczególna siła rzymskiej tradycji przekazywania zbawienia i Bożej mocy opiera się na obrazie Piotra jako odźwiernego niebios. (…str.104)

W VII i VIII wieku czterech anglosaskich królów pokornie zrzeka się władzy i pielgrzymuje do Rzymu, ażeby tam zakończyć swe życie. Przy tym pamiętać należy, iż to wcale nie osoba papieża stanowi dla nich zasadniczy motyw (pielgrzymka do Rzymu „aby zobaczyć papieża”, jest relatywnie młodym, dopiero XIX-wiecznym zjawiskiem!), lecz jest nim Piotr i groby obu apostołów. (…str.106)

Zapewne od początku IX wieku każdy nowy metropolita [zachodu] zobowiązany był do proszenia Rzymu o paliusz, a przy tym do złożenia wyznania wiary, a przed otrzymaniem paliusza do nieudzielania święceń biskupich sufraganom. Nakazu tego jednak nie przestrzegano, zwłaszcza w zachodnim królestwie Franków; faktycznie wprowadzony został on dopiero od połowy XI wieku [a więc już po wielkiej schizmie zachodniej]. Początkowo paliusz był prostym znakiem wspólnoty z Piotrem i centrum Kościoła i nie oznaczał jeszcze przekazania władzy. Jednak z biegiem czasu coraz bardziej był on pojmowany jako znak rzeczywistego nadania urzędu. Obok innych czynników, przyczyniło się to także do powstania wyobrażenia, ze godność metropolity, a co za tym idzie, ponad diecezjalna władza, jest w Kościele udziałem we władzy św. Piotra, na którego grobie poświęcony był znak arcybiskupiej godności. (…str.107)

Prymat i upadek struktur episkopalnych i synodalnych.

Wiele czynników wspiera na Zachodzie taką strukturę Kościoła, która prowadzi w kierunku rozpadu dawnych związków biskupich i struktur episkopalno-synodalnych, istniejących dotąd na mocy własnego prawa, a nie na rzymskiej delegacji. Zmierza się do tego, by ponad poszczególnymi biskupami pozostawało tylko papiestwo jako samodzielna kościelna rzeczywistość.

Historyk Kościoła, Ignaz von Dollinger, który w czasie Soboru Watykańskiego I zwalczał nieomylność papieską, wymienia w swym piśmie „Janus” wielki grzech papiestwa, a mianowicie ,,Pseudoizydoriańskie Dekretalia” z IX wieku. Do tego czasu prymat rozwijał się w sposób naturalny, teraz jednak dokonał się wyłom i zostało wprowadzone ,,raczej sztuczne i chorobliwe niż zdrowe i naturalne kształtowanie się procesu od prymatu do papiestwa”. Papiestwo, teraz, poprzez chorobliwy rozrost, niczym rak w organizmie, zaczęło niszczyć naturalny, organiczny porządek Kościoła. Pogląd Dollingera nie jest nowy. Od XVI wieku (ostatecznie w 1628 roku) strona protestancka wykazywała nieprawdziwość ,,Pseudoizydoriańskich Dekretaliów” i od tego czasu argument ten przedkładany był przez autorów gallikańskich i episkopalistycznych, również w wewnętrznych dyskusjach katolickich. W 1763 roku [biskup] Febroniusz napisał, że Pseudoizydor jest grzechem prymatu i prawdziwym wewnętrznym rozłamem w jego historii.

,,Pseudoizydoriańskimi Dekretaliami” określa się; zbiór prawa kościelnego, który miał zestawić Izydor Mercator. Zawiera on szereg sfałszowanych listów papieskich przemieszanych z autentycznymi. Zbiór nie powstał w Rzymie, a jego pierwotnym celem nie było umocnienie autorytetu Rzymu. Uważa się, że powstał on raczej około 850 roku w Kościele Franków, (…) Ażeby zrozumieć jego tło, trzeba poznać rozwój starochrześcijańskiego ustroju metropolitalnego.

Starochrześcijański porządek prowincji kościelnych pod przewodnictwem metropolity był podstawową format kolegialności biskupiej, a zarazem instancją bezpośrednio wyższą od poszczególnych biskupów. Jednak już we wczesnym średniowieczu, zwłaszcza w królestwie Franków, przestał on funkcjonować. Głową wczesnośredniowiecznych Kościołów krajowych (…) [na zachodzie] był król; (…) wygasła nawet jakakolwiek działalność synodalna. W późniejszym okresie reforma [papieża] Bonifacego starała się odnowić dawny porządek kościelny, a więc ustrój metropolitalny i synodalny, Karol Wielki skutecznie odbudował władzę metropolitów w swym królestwie. Wraz z prowincjami kościelnymi i synodami usiłował odbudować również „kolegialność biskupią”. (…) Głównym organem nie był metropolita, ale Synod prowincji. Metropolita był raczej primus inter pares, podobnie jak dziś przewodniczący Konferencji Episkopatu. Przy odbudowie ustroju metropolitalnego w okresie Karolingów nie udało się; za pomocą dawnych struktur pobudzić do życia dawnego ducha. To, co teraz stworzono, było raczej osobistą zwierzchnością metropolity nad biskupami. Jest to zrozumiałe, Karol Wielki pragnął poddanego, energicznego i zorganizowanego Kościoła królewskiego. Stworzone przez niego prowincje kościelne miały w pierwszym rzędzie umożliwić skuteczniejszą kontrolę episkopatu przy pomocy metropolitów jako organów nadzorczych. (…str.111)

[Taki właśnie kontekst stał] za pseudoizydoriańskimi fałszerstwami. Powstały one około 850 roku (…str.112) [broniły one] silnej władzy metropolity, a w procesach przeciw biskupom broniły tylko pomocniczego i związanego z postępowaniem synodalnym prawa interwencji Rzymu, w pierwotnym rozumieniu kanonów z Sardyki: Rzym nie miał być instancją apelacyjną ale tylko rewizyjną, która zarządzała nowy proces w prowincji. Papież Mikołaj mniemał, że na mocy długo praktykowanej w Rzymie, szerokiej interpretacji Sardyki, posiada samodzielną władzę składania biskupów z urzędu i władzę przywracania ich na urząd. (…str.112)

,,Pseudoizydoria1iskie Dekretalia” nie dążyły wprost do celu, jakim było wzmocnienie autorytetu rzymskiego. Posługiwały się one raczej uznanym autorytetem Rzymu, aby przełamać o wiele

bliższy i bardziej niebezpieczny autorytet metropolity. (…) W sfałszowawszy dokumencie autor powołuje się na prawne świadectwa, które wydają się co najmniej prawdopodobne, ażeby wesprze własne wątpliwe roszczenia. Wysuwa się tu przede wszystkim następujące ważne żądania:

1. Podczas procesu przeciw biskupowi ten ostatni musi mieć prawo apelacji do Rzymu na każdym etapie procesu, (…) Tym samym w rzeczywistości przygotowuje się zasadę że zdjęcie z urzędu biskupów należy wyłącznie do Rzymu. Przeforsowana dopiero w średniowieczu wyłączna kompetencja Rzymu (…) postąpiła krok da1ej.

2. Sobory i synody otrzymują swą moc prawną w wyniku potwierdzenia przez Stolicę Apostolską. Zasada ta z pewnością miała znaczną wagę z punktu widzenia eklezjologicznego. Oznaczała ona, że synody nie były już samodzielną manifestacją biskupiej kolegialności, z której czerpały swój autorytet – czym były od swego początku – ale to Stolica Apostolska posiadała władzę, również w tym zakresie, prawnie jej przynależną.

Papież Mikołaj I znał już Dekretalia Pseudo-Izydora i wykorzystał je. On sam przekonany był o ich prawdziwości, chociaż trzeba przyznać, że gdyby przypadkiem fałszerstwa te były niekorzystne dla jego własnych roszczeń, obudziłyby w nim więcej zmysłu krytycznego. Z drugiej strony nie wybiła jeszcze wielka godzina Pseudo-Izydora, która nastąpiła dopiero w XI wieku wraz z reformą gregoriańską. (…str.113)

Oczywiście, Pseudo-Izydor już wcześniej przyczynił się do tego, że idea samodzielnej kolegialności biskupiej coraz bardziej zanikała. Popierano pogląd, że szczególne miejsce metropolitów jest emanacją papieskiej władzy i opiera się na pełnomocnictwie udzielonym przez papieża; potwierdzało to także nadawanie paliusza metropolitom. Po raz pierwszy wyrażenie to znajduje w oczywisty sposób potwierdzenie w salzburskim falsyfikacie około 970/980 roku: papieże „ustanawiają arcybiskupów, którzy mają być ich zastępcami w Kościołach”. (…) Na miejsce dawnego pojmowania Kościoła, w którym gromadzenie się wokół metropolitów, a zwłaszcza synody prowincji, są wyrazem biskupiej kolegialności, a więc wyrazem własnego prawa, pojawia się teraz koncepcja wertykalna: wszyscy biskupi sami z siebie, poza papieżem, są równi; gdy któryś z nich pełni szczególną funkcję (…) może on być nadany tylko przez papieża. Na stawiane sobie pytanie, skąd właściwie metropolita czerpie ów szczególny autorytet, odpowiedzieć można było tylko poprzez odwołanie się do autorytetu papieskiego; odpowiedz, że autorytet ten pochodzi z kręgu współbiskupów, nie wchodziła w rachubę, ponieważ kolegialność biskupa nie była już żywą rzeczywistością. (…str.114)

Podobne zjawisko wystąpiło przy okazji innego procesu, a mianowicie zakładaniu nowych biskupstw tylko przez Rzym. Kompetencje do zakładania nowych biskupstw pierwotnie posiadali przede wszystkim biskupi z sąsiedztwa, a w końcu metropolici lub synody prowincji. Zakładanie nowych biskupstw było wiec wyrazem istnienia samodzielnej kolegialności biskupiej. (…) Karol Wielki jeszcze po 800 roku utworzył samodzielnie i bez udziału papieża nowe biskupstwa. (…str.115)

Tak oto, od X Wieku ustanawianie nowych biskupstw nie może dokonywać się bez autorytetu papieskiego (…str.115)

Sentencja (…) „pierwsza stolica (Rzym) przez nikogo nie jest sądzona” (lub, co bardziej logiczne: nie może być sądzona) w ciągu wieków stała się zwięzłą i nośną formułą mówiącą o tym, że nad papieżem nie istnieje żadna instancja, która może go skazać, zdjąć z urzędu albo nawet skasować jego decyzje. W tym brzmieniu formula ta, zwłaszcza od XI wieku, osiągnięcia niesłychany wpływ.

(…) W tym zwięzłym sformułowaniu wyżej wymieniona zasada sięga Symmachiańskch fałszerstw, które powstały około 500 roku. [Fałszerze] przypominali rzekome wypadki z około 300 roku, podczas których, opierając się na tej zasadzie, uniemożliwiono zdjęcie papieża z urzędu: (…) zgodnie z kanonami wszyscy apelują do papieża, jednak od niego nigdzie nie można już apelować, ,,i tym samym stolica rzymska wydaje sądy nad całym Kościołem, sama jednak nie staje przed sądem, nikogo i nikomu nie wolno sadzić o jej wyroku, jej decyzji nie wolno rozwiązać”.

W prawie kościelnym sentencja ta znalazła się na skutek Symmachiańskich fałszerstw. To właśnie one, (…) odegrały później wielką rolę. Rzecz jasna, iż był to długi proces, który często przebiegał krętymi drogami. Wydaje się, że dopiero w IX wieku stwierdzenie to stało się w Rzymie stałym elementem własnej tradycji prawnej. (…str.117)

Źródło: Prymat papieski – od początków do współczesności, KLAUS  SCHATZ, Wydawnictwo WAM Kraków 2004, strony 73- 119

>>

 Część III – Prymat papieski – od początków do współczesności

Opracowanie: PrawoslawniKatolicy.pl